Informacje

  • Wszystkie kilometry: 82353.99 km
  • Km w terenie: 1630.90 km (1.98%)
  • Czas na rowerze: 108d 23h 10m
  • Prędkość średnia: 20.38 km/h
  • Suma w górę: 421375 m
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl

Moje rowery

Szukaj

Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy waxmund.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Piątek, 21 marca 2014 Kategoria >100, >200

Kraków - Warszawa. Z przygodami ;)

Miała być pętelka po okolicy, ale miało mocno wiać z południa i aż żal było tego nie wykorzystać, więc zamiast gór tak jak tydzień temu, pojechaliśmy do Warszawy ;)

Miał z nami jechać jeszcze Wilk, ale coś mu wypadło i nie mógł niestety dołączyć.



Pobudka o 4:30, szybkie zapychanie makaronem i po spotkaniu na rynku o 6 rano ruszamy w trasę. Po ostrych podjazdach tydzień temu podjazdów się nie boję, bo na naszej trasie nic wielkiego nie będzie. Tymczasem na wyjeździe z Krakowa Adam wychodzi na przód, i ledwo daję radę utrzymać koło na tych pagóreczkach. Całkowicie zastane nogi, nie idzie zupełnie.

Po kilku takich podjazdach rozkręcam się, i sam zaczynam czasem uciekać ;) Na zjazdach udaje się kilka razy wyciągnąć ~70km/h, ale na tylko na moment i licznik ledwo załapał jako Vmax 70.

Na naszym 70 kilometrze, na zjeździe do Wodzisławia jak na każdym innym dokręcamy wjeżdżając na skrzyżowanie przy ~50-60km/h.
Adam był trochę z przodu i przejeżdża skrzyżowanie, a gdy tylko przejechał, z podporządkowanej rusza auto próbując przeciąć w poprzek drogę...



Chcąc przeżyć wcisnąłem obie klamki na maksa, rower wpadł w lekki poślizg i wywróciłem się razem z nim szorując bokiem po asfalcie.
Szczęśliwie wyhamować mi się udało.

Kierowca który wymuszał pierwszeństwo spojrzał na mnie jak na rozjechanego psa, i pojechał dalej ;) Wychyliłem głowę żeby zapamiętać rejestrację, i leżę dalej na środku pasa powtarzając ją sobie w głowie.

Auta wokół stoją, ktoś wychodzi pytać czy żyję. Żyję.
Adam zapisuje rejestracje i pomaga mi się zebrać z drogi.
Straszliwie boli prawa noga, która jest dziwnie wykręcona i nie mogę nią zbytnio ruszyć. Kość żadna nie wystaje, więc w sumie i tak dobrze :P

Jakiś kierowca dzwoni po karetkę i policję, ale gdy jeszcze jest na linii (trochę to zajęło) staram się rozruszać nogę i wydaje mi się, że poza mocnym stłuczeniem wszystko ok, więc mówię żeby odwołał karetkę, ale ta już jedzie i zawrócić ponoć nie może.

Na facebooku dowiedziałem się już, że 'Przodujesz w statystyce "najczęściej wzywana karetka do cyklisty (Polska)"'. Coś w tym jest...

Pierwszy przyjeżdża na sygnale (świetlnym) nieoznakowany radiowóz na rejestracji z moi rodzimych Starachowic, później karetka. Sanitariusz podpytuje o stan, ale widzi że noga cała, więc tylko wypisuje papier pod którym się muszę podpisać oświadczając że na własną odpowiedzialność na pogotowie nie pojechałem.
W sumie to nie wiem co by było gdyby później coś wyszło... Swego czasu wypuszczono mnie ze szpitala po wypadku ze złamaną szczęką... Teraz też na pewno byłem w szoku...

Wyciągam z sakwy Voltaren Max który wziąłem na wypadek problemów z kolanami i smaruje mocno obitą nogę, co sanitariusz skwitował 'o, widzę że pan przygotowany' :P



Policja tymczasem po zebraniu moich zeznań (nie obyło się bez dmuchania do alkomatu :P już chyba z 5 raz na rowerze...), jedzie szukać sprawcy. Schodzi im ze sprawą prawie godzinę. Kierowca się przyznał do wymuszenia, ponoć nie widział. Eh... Dostał jakiś mandat i tyle.
Na koniec sam sobie wypisuje notatkę o zdarzeniu na jakimś świstku papieru, którego nawet mi policjant nie chciał podpisać :P
Całkiem podartego buta (przy okazji też dwie skarpetki i stopę) naprawiam tymczasowo zipem żeby jakoś trzymał ;)

Z akcją zeszło ~1h 40min. Noga dzięki maści przeciwbólowej prawie nie boli, więc wskakujemy na rowery. Pechowo spodnie obcierają się nie tylko na kolanach, ale też na tyłku, i to w dość hmm newralgicznym miejscu :P Z tej okazji Adam prowadzi a ja siedzę grzecznie na kole ;)
Zaszyć taką lycrę z moimi zdolnościami manualnymi będzie ciężko, jakbym bieliznę jakąś zakupił może być gorąco... Zakładam w końcu krótkie spodenki (typu plażowego :P), które wziąłem żeby przy planowanym powrocie pociągiem się trochę mniej rzucać w oczy ;)
Ciepło, ale przynajmniej można jechać bez wstydu :P



W Jędrzejowie odbijamy jadąc na kolejnych ~50km odcinkami z niesprzyjającym wiatrem, z którym i tak mocno walczymy (30 musi być!).
Miło się odbija po takim kawałku walki z wiatrem, z powrotem na drogę na której wieje w plecy. Sama przyjemność taka jazda :)

Na 120km postój pod sklepem. Południa jeszcze nie ma, a my już w krótkim rękawku...

Za Łopusznem (~140km) opuszczają mnie chyba wreszcie emocje związane z wcześniejszą wywrotką (myślałem że mnie zabije to auto...), i coraz bardziej opadam z sił. Jeszcze przed chwilą prowadziłem na prostym ~40km/h, a teraz ciężko mi koło trzymać przy 35. Siedzę więc dużo więcej na kole, tylko czasem wychodząc na trochę na zmiany.



W Końskich kolejny postój na którym już całkiem opadam z sił. Raptem 170km w nogach, a ja usypiam :p Coca cola i jakieś batony trochę pomogły,  i po odwiedzeniu jednej gminy w łódzkim, robimy kolejny postój po 70km w - jeśli wierzyć tabliczce - najmniejszym mieście Polski - w Wyśmierzycach.
Tu już całkiem padam. Styrany niesamowicie, ubrałem się, trzęsę się z zimna, tymczasem Adam siedzi obok w krótkim i mu ciepło. W końcu 21 stopni, więc nic dziwnego... :P Stan powypadkowy jednak nie sprzyja długim trasom.

Już po ciemku dojeżdżamy do Warki, za którą zauważam świecącą jasnym światłem lampkę rowerową. No lepszej motywacji do jazdy nie może być ;)
Zapominam o zmęczeniu i wychodzę na zmianę będąc z początku przekonanym, że to jakiś miejscowy dziadek i że go szybko dogonimy. Kręcimy te ~32km/h na prostych ale coś nam się ta lampka oddala. Na płaskim to jednak ciężko kogoś dogonić :p Szczęśliwie trafia się podjazd, na którym mocniej dokręcam, później odchodzę na wypłaszczeniu, i już mijam na swoim MTB z wypchaną ciuchami sakwą, w hawajskich spodenkach, przy prawie 40km/h  jakiegoś gościa na szosie :P
Szybko nas dogania i trochę nie dowierza temu że jedziemy z Krakowa i mamy prawie 300km w nogach, kwitując to czymś w stylu:
- ta, jasne.

Wychodzi na prowadzenie chcąc nas chyba pogonić, i tak sobie kręcimy po ~40-45km/h za nim na koniec trasy :P
Dołącza się do nas w międzyczasie Wallace z forum który zostaje z początku trochę z tyłu, więc muszę jeszcze wyprzedzić kompanie z prośbą o krótki postój. Po minucie ruszamy już razem, chłopaki zmieniają się we trzech na przedzie, a mnie po 30km takiego gonienia całkowicie odcina i musimy odpuścić ;)
Wcinam jakiegoś batona i bułkę, i kręcimy kolejne 5km do Konstancina gdzie czeka na nas Biker1990. Posiedzieliśmy trochę pod sklepem (na postoju znowu umieram i zasypiam :P), i po kawałku wspólnej trasy Biker odłącza się w stronę Powsina.



Dojeżdżamy we trzech koło 21 do Warszawy gdzie przy moście łazienkowskim żegnamy się z Wallacem (dzięki za siodełko! :)), a my szukamy znajomych Adama.
Wypasiony hamburger na ulicy Zwycięzców (a jak!), później na plażę, krótka rundka po starym mieście, i wsiadamy w pociąg do domu.



W pociągu wiadomo jak się śpi. Rano zjadłem w domu śniadanie i po dosłownie minucie drzemania dostałem telefon, wzywający z powrotem na rower.... Oj, nie chciało się, ale jak się człowiek umówił, to trzeba jechać :D Wysmarowałem nogę maścią, a że już spóźniony byłem, to znowu ciśnięcie na maksa ;) Przejechaliśmy się na tandemach do Tyńca.



Do Warszawy jechało się super. Chyba pierwszy raz jechałem dłuższą trasę z tak sprzyjającym wiatrem (po południu mocno osłabł, ale i tak pomagał). Taka jazda to sama przyjemność, choć po prawie-wypadku, od połowy trasy mocno musiałem ze sobą walczyć żeby dotrwać do końca :P Gdyby nie Adam, dla którego swoją drogą było to pierwsze 300km na koncie, chyba bym odpuścił :p

Miłym akcentem było też to, że rower MTB (opony 26x1,5") nie miał nic przeciwko szybkiej jeździe i dobrej średniej, która od początku utrzymywała się praktycznie na tym samym przyzwoitym - 31,6km/h poziomie :P

Zaliczone gminy:
Oksa, małogoszcz, Krasocin, łopuszno, radoszyce, gielniów, drzewica, odrzywół, klwów, potworów, radzanów, wyśmierzyce, warka, góra kalwaria, konstancin-jeziorna.
Łącznie 957, 70 w tym roku (na niebiesko):




Trasa gminnie nie była zbytnio zoptymalizowana. Raczej nastawiona na to co przy okazji może wpaść ;)

  • DST 344.00km
  • Czas 10:52
  • VAVG 31.66km/h
  • VMAX 70.53km/h
  • Podjazdy 2200m
  • Sprzęt Wyprawowy
  • Aktywność Jazda na rowerze

Komentarze
Kocie, racja. Smutne te nasze polskie realia...

Mors, obawiałem się, że tak sobie może ktoś pomyśleć.... :p
waxmund
- 06:38 niedziela, 30 marca 2014 | linkuj
Strach jeździć z Waxem... ;)
mors
- 22:36 wtorek, 25 marca 2014 | linkuj
Wycieczka sama w sobie genialna :). W głowie jednak mi się nie mieści to, że kierowca został tak łagodnie potraktowany! Gapiostwo (że ponoć nie widział) w żadnym razie nie może być przecież usprawiedliwieniem. Skoro delikwent nie widzi co się dzieje na drodze i nie potrafi ocenić sytuacji, to nie powinien kierować. Przecież on mógł Cię zabić! Straszne. Uważaj na siebie, niestety jako słabsi uczestnicy ruchu musimy myśleć za innych :-|
Kot
- 12:21 wtorek, 25 marca 2014 | linkuj
Yurek, oby ;)

TomliDzons, na mnie Voltaren działa :P Trasę polecam, przyjemne drogi ;)

Hipek, już poprzednio o tych kocich życiach pisałem... :/ Nie wiem o co chodzi z tym wypadkowym fatum.
waxmund
- 14:53 poniedziałek, 24 marca 2014 | linkuj
Zbierasz te wypadki czy jaki czort? Czy też testujesz cierpliwość bogów? Kotem nie jesteś, a już te dziewięć żyć na lekko wyczerpałeś.
Hipek
- 08:04 poniedziałek, 24 marca 2014 | linkuj
Świetna średnia, nawet biorąc pod uwagę ze z wiatrem w plecy jechaliście, a biorąc pod uwagę wypadek po drodze, to na pewno lekko nie było. Czy ten Voltaren Max to faktycznie taki skuteczny środek jest? Jak się zrobi ciut dłuższy dzień planuje prawie identyczną trasę, tylko w odwrotnym kierunku, ale to i tak wszystko zależy od kierunku wiatru....
TomliDzons
- 07:54 poniedziałek, 24 marca 2014 | linkuj
Nie masz coś szczęścia chłopie do tych upadków/wypadków. Ale może już limit wyczerpałeś? Tego się trzymajmy
yurek55
- 19:56 niedziela, 23 marca 2014 | linkuj
Poza krótkimi odcinkami, to zdecydowanie z wiatrem :) Choć po południu osłabł... :p

Wczoraj (w sobotę) chciałem się zdrzemnąć po śniadaniu, a się okazało że się na rower umówiłem, i musiałem jechać.... Jak wróciłem to uciąłem sobie drzemkę od 17 do 6 rano, i nici z wieczornego pisania relacji :D Dziś się pojawi ;)
waxmund
- 05:17 niedziela, 23 marca 2014 | linkuj
Średnia zabójcza, zwłaszcza jak na niedawne połamanie się i roztrenowanie... nawet biorąc poprawkę, że było z wiatrem. ;)
mors
- 22:45 sobota, 22 marca 2014 | linkuj
Dobrze się zaczyna, czekamy na resztę relacji
yurek55
- 20:19 sobota, 22 marca 2014 | linkuj
Ładna średnia. Chyba było z wiatrem.
daniel3ttt
- 19:29 sobota, 22 marca 2014 | linkuj
zwiastun ciekawie sie zapowiada ;]
michalkandefer
- 12:23 sobota, 22 marca 2014 | linkuj
Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa kuibe
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]


Blogi rowerowe na www.bikestats.pl